Słyszę w głowie wojenne bębny nakazujące mi ruszyć do walki ze swoim największym wrogiem. Czy wiesz jakie to uczucie drogi czytelniku obserwować krew wytaczającą się z żył i zapach śmierci nad polem ostatecznej bitwy. Bo ja nie mam zielonego pojęcia. A muzyka inspiruje. Pociesza, ratuje, dobija, kaleczy. Czuję że to będzie mój najdłuższy tekst. Za oknem burza. Błyska i grzmi. Lubię to słyszeć i czuć. Wyobrażam sobie siebie jako Zeusa Gromowładnego który miota piorunami stworzonymi przez Hefajstosa, które nigdy nie trafiają do celu, rozbijając się o stoki gór. Że się wywyższam? Skądże. Bogowie to smutne istoty ograniczone przez swoja nieśmiertelność. Bo inaczej dlaczego chcieliby tak bardzo nas zniszczyć? A niszczą nas skutecznie. Innymi ludźmi. Żeby było boleśniej. Bębny dalej brzmią.
Zastanawiam się właściwie, dlaczego nie pije kawy? Jestem podatny na różne używki, a kawa jakoś nigdy na mnie nie oddziaływała w żaden konkretny sposób. Że dobrze smakuje? Guzik prawda. Że uspokaja? Mnie np. fusy wkurwiają nad wyraz dokładnie. Że picie kawy to fajny "rytuał"? Istnieją takie znacznie lepiej działające. Picie kawy kojarzy mi się z kilkoma sytuacjami. Np. bezsennymi nocami spędzonymi nad uczeniem się matmy w zamierzchłych czasach technikum (a niby to tylko 3 lata temu), Z próbą ożywienia organizmu po kilku ostro zakrapianych wódą imprezach, i z marnym automatem nescafe w mojej robocie. A bębny dalej brzmią.
Serio nie chciałbym żeby to wszystko wyglądało jak przemyślenia człowieka ogarniętego depresja, choć osobiście uważam że w XXI w. każdy ma "swoja mała depresję". Z naprawdę różnych powodów. Głównym jest nasz mózg. Niestety wyciąć się nie da. A może i da ale ciężko bez niego żyć. Chociaż... W dzisiejszych czasach globalnego ogłupiania ludzi, bierna postawa zombie jest nad wyraz kusząca. Muszę się napić. Finlandia żurawinowa, trochę się ostało po kiedyś tam. Z reguły w domu nie piję. W ogóle ostatnio mało kiedy piję. Picie wzmaga moją wyobraźnie odnoście własnego sensu życia, i usypia czujność. A licho nie śpi. Tylko Bóg śpi i nie daje znaku życia. Burza trwa dalej, ale bębny jakby przycichły.
Wiara. Wiesz w co wierzę? W siebie. I kilka innych osób. Bardzo mało ich jest. No i w pieniądze. Kurwa kończę, bo przez to bębnienie coś mi się popierdoli we łbie.
ludzie dzielą się na inteligentnych i słodzących kawę. może więc dlatego.
OdpowiedzUsuń