Zacząłem rzucać palenie. Prawdopodobnie nie pierwszy i nie ostatni raz w życiu, jednakże mam irytująco wielka nadzieję że tym razem się uda i nie będę musiał codzienne rano budzić się z kapciowatym posmakiem kacopodobnym, tak jakbym od co najmniej roku nie mył zębów. Poza tym strasznie irytują mnie te rozkoszne ataki malutkiego kaszelku i niewydolność płuc podczas co porannego biegu do autobusu o 5:30 rano. Zapytacie: "Dlaczego w ogóle zaczynałeś palić?". Ano zacząłem bo tak wyszło, ale muszę przyznać że mimo względów zdrowotnych ja uwielbiam palić. Tylko nienawidzę tego co jest przed i po wypaleniu szluga, a jako człowiek niezależny, nie mógłbym przecież pozwolić na jakieś niekontrolowane uzależnienia, bądź rozdrażnienia spowodowane brakiem papierosa. Dlatego pierdolę - i rzucam.
Palenie do kawy rządzi. Palenie do piwa jeszcze bardziej. Tylko że palenie z nałogu już ssie. Nie wspomnę już o nakładach finansowych potrzebnych do szybkiego transportu ponad 2000 szkodliwych substancji do organizmu (nie oszukujcie się że tak nie jest), ani o permanentnie przypalonych końcówkach nerwowych w mózgu który dzięki temu ogłupiony krzyczy "PALIĆ!", żeby po wypaleniu udać rozluźnienie całego organizmu (Dosłownie! Jest stwierdzone przez specjalistów że po paleniu bardziej chce się kupę! AMAZING!), ani o tym że palacze umierają młodziej dusząc się przez raka płuc, bądź jakąś inna milusi rozedmę płuc. Jak umiecie palić okazyjnie to tego się trzymajcie, albo lepiej przestańcie w ogóle. Po licznych przykładach z mojego otoczenia stwierdzam ze w końcu i tak każdy się wciąga. A miało być tak pięknie prawda "Co-po-nie-którzy?".
Dzisiejszy dzień mojego niepalenia minął całkiem spoko, choć już zaczynają mnie boleć płuca i czuję coraz większe rozdrażnienie. Dlatego czas powoli kończyć i oderwać się od myśli o dymie, ogniu, tytoniu itd. itp.
Notka pamięci: 30 Października 1942 roku władze III Rzeszy Niemieckiej nakazały w ramach "Aktion T4" głodzenie pacjentów szpitali psychiatrycznych, w której wg. szacunków straciło zycie ok. 70 tysięcy chorych w myśl zasady:
"Vernichtung von lebensunwertem Leben" – "likwidacja życia niewartego życia"
Pamiętajcie o takich wydarzeniach, aby ludzkość nigdy więcej nie zrobiła niczego podobnego. A niekoniecznie o tym że w 1994 Tupac Shakur został pięciokrotnie postrzelony i obrabowany - jak już ktoś dzisiaj zdążył mnie poinformować (i zirytować przy okazji).
Wasz na zawsze nie jedyny:
POLITICAL_VORM
Kraina absurdu gdzie miszmasz polityczny z zagmatwaniem religijnym i błyskiem rzeczywistości abstraHUJE do niezwykłości formy.
poniedziałek, 30 listopada 2009
środa, 15 lipca 2009
Zastanawialiscie się jak to jest?
Człowiek rodzi się i już od samej maleńkości jest mu wpajane że świat się skończy.
Inni mówią że "Bóg" przyjdzie i osądzi sprawiedliwie wszystkich ludzi. Inni mówią, o wojnach,które przyczynią się do wyginięcia ludzkości a jeszcze inni szepcą o przebiegunowaniu Ziemi w przyszłości. A jaka jest najprawdziwsza prawda?
Że proszę Państwa... To wszystko można se w buty wsadzić bo ludzie nie umieją porządnie pogody przepowiedzieć, a się porywają na doomsday. Ja już nie wiem czy to takie tylko podtrzymywane ludzi w napięciu (bo czasami to nawet nudno jest... Wiem! Wywołajmy wojnę atomową!! łaaaa...) i może to kogoś bawi ale mnie irytuje. Nie zużywaj wody bo będzie koniec świata. Zawsze wyciągaj ładowarkę z gniazdka bo będzie koniec świata. Segreguj śmieci bo będzie koniec świata... Bla, bla, bla... Przykro mi. Nadmiar techniki zrobił ludziom kisiel z mózgu. Chcemy więcej wiedzieć, bo mamy coraz więcej możliwości co do zdobywania wiedzy. A potem jak już wiemy za dużo, to się zaczynamy przejmować. Ale czy potrzebnie? Załóżmy na to że powiedzielibyśmy tak ze 300 lat temu gdzieś na jakiejś równinie w Afryce że w 2012 roku ziemia się przebiegunuje i nastąpi armageddon. Pewnie ktoś by nas zrozumiał że nazywamy wodza szczepu hujem i kazano by nas zjeść w imię jakiegoś Boga. Wtedy ludzie nie mieli takich kretyńskich małych zmartwień, które zatruwają niektórym życie. Oni musieli się martwić jak przeżyć, i nie zostać przekąską jakiegoś niedobrego lewka, a my myślimy jak przeżyć koniec świata (swoją drogą kozackie sformułowanie, no nie?), co zrobić przed jego nadejściem, żeby pozałatwiać wszystkie sprawy (swoją drogą - po cholerę skoro nic już nie będzie?), i z tego wniosek że ludziom się NUUUDZI, i na siłę potrzebują czegoś co będzie im zajmowało myśli, choćby nie wiadomo jak dobrze im się powodziło to zawsze znajdzie się jakiś powód do narzekań.
Segreguj śmeici! Bo niebo kometami zaświeci! 
Wpadł mi do głowy fajny pomysł! Jutro każdy kto to przeczyta niech stara się przez cały dzień, kompletnie na nic nie narzekać, a jak mu się zdarzy zabiadolić, to musi robić to samo następnego dnia... I tak aż do skutku.
Ktoś się dał nabrać na ten kawał przed chwilą? Chyba nie myślicie sobie że jestem aż tak niepoprawnym optymista żeby wierzyć w to że ktokolwiek zadałby sobie tyle "trudu", żeby coś takiego zrobić? W końcu i tak przestaniemy narzekać. Jak ten ziemski padoł łez szlag trafi i już nie będzie na co narzekać.
BTW. dzisiaj 599 rocznica bitwy pod Grunwaldem - chyba najważniejszej w historii Polski, jakby się tak zastanowić. Hail the Victorious Dead!!
Pisał Wasz pokorny sługa:
POLITICAL_VORM
Inni mówią że "Bóg" przyjdzie i osądzi sprawiedliwie wszystkich ludzi. Inni mówią, o wojnach,które przyczynią się do wyginięcia ludzkości a jeszcze inni szepcą o przebiegunowaniu Ziemi w przyszłości. A jaka jest najprawdziwsza prawda?
Że proszę Państwa... To wszystko można se w buty wsadzić bo ludzie nie umieją porządnie pogody przepowiedzieć, a się porywają na doomsday. Ja już nie wiem czy to takie tylko podtrzymywane ludzi w napięciu (bo czasami to nawet nudno jest... Wiem! Wywołajmy wojnę atomową!! łaaaa...) i może to kogoś bawi ale mnie irytuje. Nie zużywaj wody bo będzie koniec świata. Zawsze wyciągaj ładowarkę z gniazdka bo będzie koniec świata. Segreguj śmieci bo będzie koniec świata... Bla, bla, bla... Przykro mi. Nadmiar techniki zrobił ludziom kisiel z mózgu. Chcemy więcej wiedzieć, bo mamy coraz więcej możliwości co do zdobywania wiedzy. A potem jak już wiemy za dużo, to się zaczynamy przejmować. Ale czy potrzebnie? Załóżmy na to że powiedzielibyśmy tak ze 300 lat temu gdzieś na jakiejś równinie w Afryce że w 2012 roku ziemia się przebiegunuje i nastąpi armageddon. Pewnie ktoś by nas zrozumiał że nazywamy wodza szczepu hujem i kazano by nas zjeść w imię jakiegoś Boga. Wtedy ludzie nie mieli takich kretyńskich małych zmartwień, które zatruwają niektórym życie. Oni musieli się martwić jak przeżyć, i nie zostać przekąską jakiegoś niedobrego lewka, a my myślimy jak przeżyć koniec świata (swoją drogą kozackie sformułowanie, no nie?), co zrobić przed jego nadejściem, żeby pozałatwiać wszystkie sprawy (swoją drogą - po cholerę skoro nic już nie będzie?), i z tego wniosek że ludziom się NUUUDZI, i na siłę potrzebują czegoś co będzie im zajmowało myśli, choćby nie wiadomo jak dobrze im się powodziło to zawsze znajdzie się jakiś powód do narzekań.

Wpadł mi do głowy fajny pomysł! Jutro każdy kto to przeczyta niech stara się przez cały dzień, kompletnie na nic nie narzekać, a jak mu się zdarzy zabiadolić, to musi robić to samo następnego dnia... I tak aż do skutku.
Ktoś się dał nabrać na ten kawał przed chwilą? Chyba nie myślicie sobie że jestem aż tak niepoprawnym optymista żeby wierzyć w to że ktokolwiek zadałby sobie tyle "trudu", żeby coś takiego zrobić? W końcu i tak przestaniemy narzekać. Jak ten ziemski padoł łez szlag trafi i już nie będzie na co narzekać.
BTW. dzisiaj 599 rocznica bitwy pod Grunwaldem - chyba najważniejszej w historii Polski, jakby się tak zastanowić. Hail the Victorious Dead!!
Pisał Wasz pokorny sługa:
POLITICAL_VORM
Etykiety:
kochanie - to tylko koniec świata,
paplanina,
wariacje
Michael Jackson nie żyje. I co z tego?
Michael Joseph Jackson umarł dnia 25 czerwca 2009 roku. Chyba jeszcze nigdy nie sprzedawał tylu płyt co teraz, a pliki w sieciach p2p z nazwą MICHAEL JACKSON, aż rzucają się na oczy. Kompilację utworów "Michael Jackson Greatest Hits" ściąga w tej chwili ponad 10000 ludzi (i ta liczba ciągle rośnie).
Umarł. należy zadać sobie jedno zajebiście ważne pytanie. I co z tego że kurwa umarł? Znaliście go? Ja nie. Dlaczego mam go żałować? Bo jego muzyka odeszła razem z nim? Akurat jego kawałki mają się lepiej niż kiedykolwiek w życiu (patrz początek postu). Nie będę oceniać jego życia bo jak już wcześniej mówiłem nie znałem go. Ale i tak mam go dość. Włączam telewizor - widzę jego przeoperowaną mordę. Włączam radio - słyszę raz po raz te same piosenki jego autorstwa (ponoć). Nie jestem jego fanem. Kilka kawałków lubię posłuchać od czasu do czasu ale to co się ostatnio dzieje jest szczytem pierdolonej hipokryzji. Może nie?
Posłuchajcie sobie (może nawet i o samych sobie):
Zauważyłem że nasze Polskie społeczeństwo cholernie lubi przebywać w stanie żałoby. Wszyscy tak bardzo chcą pokazać że są wrażliwi i pamiętają o wszystkich i "łączą się w bólu". Mojej listy na gg w dniu 25 czerwca nie zapomnę nigdy. Same pierdolone "[*]". Bo przecież wszystkim tak strasznie zależy i jest im żal że odszedł ich "idol". Serio szkoda gadać. Posłuchajcie jego płyt, pooglądajcie teledyski, i koncerty. To jest najlepszy sposób oddania czci artyście po jego śmierci. To że wstawiacie sobie "[*]" na opis to nie znaczy że wszyscy będą was szanować za podejście do sprawy. To świadczy tylko o waszej ignorancji. i to wcale nie sprawia że jesteście zajebiści. Ani krztynę.
Szczyt dna.

A jak boom na śmierć Michaela Jacksona minie pozostanie pytanie - "Dlaczego ja się tak oszpeciłam? W imię czego?" Głos z dupy odpowie - "To be cool... for a moment".
Mam nadzieję że ta głupia mania szybko minie i będę w stanie dowiedzieć się z mediów czegoś ciekawszego niż tylko tego że na ciele M.J. została blizna w kształcie logo pepsi z 19-huj-wie-któregoś-tam-roku albo ile długów pozostawił po sobie. takimi bzdurami niech się zajmuje "pudelek" a nie TVN24.
A tak w ogóle to kto z was pamięta że 25 czerwca np. urodził się George Orwell? Albo że Finlandia w tym dniu 1941 roku wypowiedziała wojnę ZSRR? Tego nie pamięta prawie nikt. A szpanować tym że pamiętacie datę śmierci M.J. to już umiecie nie?
Z wyrazami uszanowania dla wszystkich PRAWDZIWYCH I WIERNYCH FANÓW MICHAELA JACKSONA, i z wyrazami pogardy dla wszystkich tanich szpanerów pisał:
POLITICAL_VORM
Umarł. należy zadać sobie jedno zajebiście ważne pytanie. I co z tego że kurwa umarł? Znaliście go? Ja nie. Dlaczego mam go żałować? Bo jego muzyka odeszła razem z nim? Akurat jego kawałki mają się lepiej niż kiedykolwiek w życiu (patrz początek postu). Nie będę oceniać jego życia bo jak już wcześniej mówiłem nie znałem go. Ale i tak mam go dość. Włączam telewizor - widzę jego przeoperowaną mordę. Włączam radio - słyszę raz po raz te same piosenki jego autorstwa (ponoć). Nie jestem jego fanem. Kilka kawałków lubię posłuchać od czasu do czasu ale to co się ostatnio dzieje jest szczytem pierdolonej hipokryzji. Może nie?
Zauważyłem że nasze Polskie społeczeństwo cholernie lubi przebywać w stanie żałoby. Wszyscy tak bardzo chcą pokazać że są wrażliwi i pamiętają o wszystkich i "łączą się w bólu". Mojej listy na gg w dniu 25 czerwca nie zapomnę nigdy. Same pierdolone "[*]". Bo przecież wszystkim tak strasznie zależy i jest im żal że odszedł ich "idol". Serio szkoda gadać. Posłuchajcie jego płyt, pooglądajcie teledyski, i koncerty. To jest najlepszy sposób oddania czci artyście po jego śmierci. To że wstawiacie sobie "[*]" na opis to nie znaczy że wszyscy będą was szanować za podejście do sprawy. To świadczy tylko o waszej ignorancji. i to wcale nie sprawia że jesteście zajebiści. Ani krztynę.

A jak boom na śmierć Michaela Jacksona minie pozostanie pytanie - "Dlaczego ja się tak oszpeciłam? W imię czego?" Głos z dupy odpowie - "To be cool... for a moment".
Mam nadzieję że ta głupia mania szybko minie i będę w stanie dowiedzieć się z mediów czegoś ciekawszego niż tylko tego że na ciele M.J. została blizna w kształcie logo pepsi z 19-huj-wie-któregoś-tam-roku albo ile długów pozostawił po sobie. takimi bzdurami niech się zajmuje "pudelek" a nie TVN24.
A tak w ogóle to kto z was pamięta że 25 czerwca np. urodził się George Orwell? Albo że Finlandia w tym dniu 1941 roku wypowiedziała wojnę ZSRR? Tego nie pamięta prawie nikt. A szpanować tym że pamiętacie datę śmierci M.J. to już umiecie nie?
Z wyrazami uszanowania dla wszystkich PRAWDZIWYCH I WIERNYCH FANÓW MICHAELA JACKSONA, i z wyrazami pogardy dla wszystkich tanich szpanerów pisał:
Etykiety:
hipokryzja,
jackson,
michael,
precz z prohibicją,
tani szpan
Powitania nie będzie.
Rozum człowieka każe sobie wyszukiwać coraz to nowszych form przekazu. Po kilku minutach zgrzytania zębami moje ręce wręcz samoistnie rozpoczęły wyszukiwanie odpowiednich klawiszy koniecznych do rejestracji na tej ubóstwianej stronie i poniekąd do mojej degradacji umysłowej. Wcześniej byłem zatwardziałym przeciwnikiem "blogasków", "fotoblogusiów", aż w końcu oświecenie! Przecież to jest niesamowity sposób na narzucenie ludziom swoich poglądów i przerzucanie własnego syfu na innych, bez pretensji z żadnej ze stron. Genialne w swojej prostocie.
Pewnie znajdzie się ktoś kto się zastanawia o czym bedzie tan "blogasek".
Szczerze...??
jakbym znał odpowiedzi na wszystkie pytania to bym nie zakładał tego bloga.
Pewnie znajdzie się ktoś kto się zastanawia o czym bedzie tan "blogasek".
Szczerze...??
jakbym znał odpowiedzi na wszystkie pytania to bym nie zakładał tego bloga.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)