Jestem romantykiem. Wiem że to co pisze na tym blogu może zupełnie negować te tezę, ale to jest mimo wszystko prawda. Uważam że związek pomiędzy kobietą i mężczyzną, powinien być opierany na równości, solidarności, szczerości etc. etc. Ale ja nie o tym. Moja romantyczność przejawia się dość nietypowo. Jako człowiek chełpiący się swoim tradycjonalistycznym i idealistycznym podejściem do życia, wierzę w miłość "od kołyski aż po grób", i w to że człowiek może zakochać się drugi raz (no ale ja też wierzę w to że księżyc jest zrobiony z sera, więc mogę być odrobinkę nieobiektywny), oraz wierze w to że romantyczna kolacja we dwoje przy świecach nie jest prawdziwą wykładnią romantyczności (serio!), ale że to więź ludzka określa miarę "bycia romantycznym człowiekiem". Z mojego skromnego aczkolwiek traumatycznego doświadczenia stwierdzam że:
- Kobiety NIGDY nie wiedzą czego chcą.
- NIGDY.
- Faceci zawszę są tą złą stroną medalu.
- NIGDY nie wiedzą.
- Jak już wiedzą czego chcą to znaczy że albo nie żyją, albo im wszczepiono penisa.
- Kapusta kiszona z czekoladą to obrzydliwa kompozycja.
Tak drogie panie. 90% zniszczonych związków to wasza sprawka. Trza było tak rozmyślać, rozdmuchiwać, i maglować biednego faceta (już słyszę te damskie glosy oburzenia)? Nie trzeba było. Ale co tam? To i tak zawsze wina faceta. Bo związek był nudny... Bo seks nieudany... Bo za biedno się żyje... Bo brak perspektyw na przyszłość... Drzazgę w oku bliźniego widzicie, a żelbetonowego pierdolnego filara wytarganego z Burdż Chalifa to już nie widzicie. Szkoda gadać normalnie. może skończę w tym miejscu.
Dla ścisłości - jeśli jednak gdzieś we wszechświecie istnieje jakaś dziewczyna którą ten post mógłby AUTENTYCZNIE obrazić to przepraszam z góry za wrzucanie wszystkich do jednego wora (Nie! Nie Ciebie!). Tekst i tak tyczy się głównie Osobniczek z mojego środowiska.
Kalendarium - 10 czerwca 1865 roku miała miejsce premiera opery "Tristan i Izolda" Richarda Wagnera (znowu Twoja wina Kobieto!).
powinien Pan dodać, że nie należy również ludziom mówić "dzień dobry" i "dobry wieczór", bo również jest to nużące. właściwie wystarczy to powiedzieć to tylko do jednego człowieka, bo przecież oni wszyscy są tak samo szaro-tacy sami. jeśli antydepresanty nie pomogą zawsze można spróbować czerwonego wina. z kieliszków oczywiście.
OdpowiedzUsuńSzczerze chłopie !! Masz k***a racje !! Pozdro
OdpowiedzUsuń