czwartek, 10 czerwca 2010

Troszeczkę marudzenia, albo nawet troche więcej.

Jestem romantykiem. Wiem że to co pisze na tym blogu może zupełnie negować te tezę, ale to jest mimo wszystko prawda. Uważam że związek pomiędzy kobietą i mężczyzną, powinien być opierany na równości, solidarności, szczerości etc. etc. Ale ja nie o tym. Moja romantyczność przejawia się dość nietypowo. Jako człowiek chełpiący się swoim tradycjonalistycznym i idealistycznym podejściem do życia, wierzę w miłość "od kołyski aż po grób", i w to że człowiek może zakochać się drugi raz (no ale ja też wierzę w to że księżyc jest zrobiony z sera, więc mogę być odrobinkę nieobiektywny), oraz wierze w to że romantyczna kolacja we dwoje przy świecach nie jest prawdziwą wykładnią romantyczności (serio!), ale że to więź ludzka określa miarę "bycia romantycznym człowiekiem". Z mojego skromnego aczkolwiek traumatycznego doświadczenia stwierdzam że:

- Kobiety NIGDY nie wiedzą czego chcą.
- NIGDY.
- Faceci zawszę są tą złą stroną medalu.
- NIGDY nie wiedzą.
- Jak już wiedzą czego chcą to znaczy że albo nie żyją, albo im wszczepiono penisa.
- Kapusta kiszona z czekoladą to obrzydliwa kompozycja.

Tak drogie panie. 90% zniszczonych związków to wasza sprawka. Trza było tak rozmyślać, rozdmuchiwać, i maglować biednego faceta (już słyszę te damskie glosy oburzenia)? Nie trzeba było. Ale co tam? To i tak zawsze wina faceta. Bo związek był nudny... Bo seks nieudany... Bo za biedno się żyje... Bo brak perspektyw na przyszłość... Drzazgę w oku bliźniego widzicie, a żelbetonowego pierdolnego filara wytarganego z Burdż Chalifa to już nie widzicie. Szkoda gadać normalnie. może skończę w tym miejscu.

Dla ścisłości - jeśli jednak gdzieś we wszechświecie istnieje jakaś dziewczyna którą ten post mógłby AUTENTYCZNIE obrazić to przepraszam z góry za wrzucanie wszystkich do jednego wora (Nie! Nie Ciebie!). Tekst i tak tyczy się głównie Osobniczek z mojego środowiska.

Kalendarium - 10 czerwca 1865 roku miała miejsce premiera opery "Tristan i Izolda" Richarda Wagnera (znowu Twoja wina Kobieto!).

2 komentarze:

  1. powinien Pan dodać, że nie należy również ludziom mówić "dzień dobry" i "dobry wieczór", bo również jest to nużące. właściwie wystarczy to powiedzieć to tylko do jednego człowieka, bo przecież oni wszyscy są tak samo szaro-tacy sami. jeśli antydepresanty nie pomogą zawsze można spróbować czerwonego wina. z kieliszków oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze chłopie !! Masz k***a racje !! Pozdro

    OdpowiedzUsuń